Gdzie pracować? Gdzie żyć? Jakie jest dla Ciebie właściwe miejsce?

Zmiana życia, kraju, kariery, relacji … Czy to znane i bliskie Ci tematy? Czego spróbowałeś? Jakie masz doświadczenia? Czy warto tkwić w miejscu, które nie do końca odpowiada, które gdzieś gniecie? Zapraszamy na jak zwykle fantastyczny tekst Agnieszki Kawuli.

Urząd pracy – niemiecki urzędnik coachem?

Zmiana życia zaczęła się w … urzędzie pracy. Styczeń. Niemcy. Iserlohn. Wtorek. Godzina 8:55. Urząd pracy. Mężczyzna i kobieta siedzą przy biurku naprzeciwko siebie. Ona zdejmuje białą, letnią kurtkę i mości się na miękkim krześle gościnnym, on rozmawia przez telefon, odkłada słuchawkę, po czym kiedy telefon znowu dzwoni, wciska jakiś guzik i mówi, że teraz już nie odbierze.

– Bo wie pan co, naprawdę nie mam pojęcia w którą stronę się ruszyć – stwierdziłam z westchnieniem człowieka wielce strudzonego.

– A może wcale nie musi się pani teraz ruszać? – rzucił niby retorycznie, niby celowo.

– No… kiedy czuję, że jednak by trzeba. Nie układa się tak, jak myślałam na początku, że może być. Hop siup, zmiana życia, kraju, kariery, relacji i wszystko jest idealnie na swoim miejscu… Trochę się to nie układa jednak.

– Ach, ludzie ciągle czegoś szukają, chcą więcej i dalej, i nigdy nie są zadowoleni z tego co mają, bo to co mają, nie jest dla nich upragnionym 100%. A przecież nie ma ideału. Znam tylu fajnych, samotnych ludzi. Piękni, mądrzy, majętni, ale są sami, bo ciągle im coś w drugiej osobie przeszkadza, gonią za ideałem. A sprawa jest prosta: czyjeś ileś tam procent może się połączyć z czyimś ileś tam procent i razem stworzą owe 100%. To się da. Wystarczy być zadowolonym z tego kawałka, który się ma…

– Tak, tylko teraz dużo się zwaliło na moją głowę i próbuję rozgryźć co dalej… zmiana życia.

– Wie pani, Chińczycy mówią, że jeśli kłopoty chodzą sobie do kogoś na regularne wycieczki, to ten ktoś może albo ciągle pytać dlaczego, dlaczego, dlaczego, albo otworzyć szeroko ręce i powiedzieć: okej, witajcie, pokażcie, co dla mnie macie. Z tą drugą postawą można zajść dużo dalej i wyjść dużo szybciej z trudnej sytuacji. Na pewno traci się przy tym mniej energii…

– Czasem o tym zapominam. Może powinnam się jednak spakować i ruszyć dalej? Wrócić do Polski…

Pani kocha to, co pani robi, więc już pani wygrała

– Przyznanie się do porażki jest odważne, nie ma się czego wstydzić, ale widzę, że pani nie ma z tym problemu, choć może za wcześnie chce pani odwołać to, na co pracowała tak długo…

– Ale skoro nie ma efektów, czy mam w to brnąć dalej? – moje dłonie rozkładają się bezradnie w geście poddania, po czym opadają na biurko niczym pokonany bokser na macie.

– Bo pani chce za szybko, a to nie zawsze się tak da… Pani sobie poradzi, naprawdę widzę tu potencjał i bardzo bym chciał, żeby się pani udało. Proszę sobie zadać pytanie czy warto, czy nadal pani widzi sens ten sam jak na początku?

– … – oboje milczą kilkanaście sekund przepełnionych zadumą, kalkulacją, myśleniem, rewidowaniem marzeń, szukaniem odpowiedzi i pytań, które mogą doprowadzić do jakiegoś rozwiązania.

– Hmmm sens może i jeszcze jest. Tak, w tym, co robię, zdecydowanie jest sens, ale… – czuję, jak moje myśli przeskakują jedna do drugiej i dodają sobie nawzajem odwagi. – Tylko chyba już nie w Niemczech… czuję, że mój czas tu już się skończył.

– W takim razie proszę ruszyć dalej, nie oszukiwać siebie i dołożyć wszelkich starań, by zacząć po raz kolejny tam, gdzie pani się będzie lepiej czuła. W zasadzie nie ma dobrej rady, nie ma też dobrej decyzji, nie ma żadnej gwarancji, ale pani kocha to, co pani robi, więc już pani wygrała…

Pośpiech i cenny czas

Tu następuje pukanie do drzwi. Naciśnięta klamka i na sportowo ubrany mężczyzna przerywają magicznie utkaną przestrzeń. I dobrze. Wszystko, co miało być usłyszane, zostało wypowiedziane.

– No tak, ludzie się ciągle spieszą – stwierdził z dezaprobatą kręcąc głową. – Jest 10:00 i ten człowiek nie pozwoli zająć nikomu innemu jego cennego czasu. Jest jego kolej i już. Ale proszę jeszcze chwilę posiedzieć, nic nie szkodzi.

I posiedziałam dziesięć minut, dopięłam sprawy organizacyjne, na odchodne usłyszałam jeszcze, że “w razie czego proszę dzwonić, głowa do góry, wszystkiego dobrego” oraz żeby się nie bać próbować, nawet jeśli popełnia się dużo błędów po drodze, w końcu staje się mistrzem swojego życia. Zmiana życia to jeden z nieodzownych elementów.

Godzina 10:15. On wstaje. Ja wstaję. Odprowadza mnie do drzwi. Uścisk dłoni. Miłego urlopu mu życzę. On dziękuje. Wychodzę. On już rozmawia z tym, który się spieszy…

Korytarz. Metalowe drzwi. Na nich guzik. Strzałki góra-dół. Dół. Jadę windą na parter. Opuszczam urząd miasta, a miłego urzędnika zostawiam za sobą. Jego słowa wędrują ze mną. Tuż za zakrętem zatrzymuję się, biorę głęboki oddech i czuję, że nadchodzą kolejne zmiany.

A potem żyła długo i szczęśliwie?

Kilka miesięcy później spakowałam wszystko, co trzeba było, podomykałam swoje sprawy i pożegnałam się z krajem, który gościł mnie przez dwa i pół roku. Wróciłam do mojej ukochanej Gdyni. W Niemczech otworzyłam gabinet masażu, swój własny, wypielęgnowany. Zamknęłam. Miałam przyjaciół, naprawdę wspaniałe osoby dookoła. Pożegnałam. Miałam miłe mieszkanie i miłego człowieka obok. Poszłam dalej. Oto moja zmiana życia.

Bo tak jak powiedział urzędnik niemiecki, który okazał się być naprawdę niezłym coachem, nie ma co siebie okłamywać. A mnie już coś gniotło. Czułam, że to nie moje miejsce, że chciałabym ruszyć dalej, ku przygodzie, ku wyzwaniom, ku pełnej realizacji mojego potencjału. Zebrałam dość trudne lekcje. Nauczyłam się naprawdę mnóstwa nowych rzeczy, a nie było to łatwe jak na kogoś, kto przyjechał do Niemiec bez znajomości języka, więc wiecie… Dałam czadu i to śpiewająco!

Zmiana życia

zmiana życia

zmiana życia, Agnieszka Kawula

Ale są takie chwile w życiu, kiedy się wie, że czas ruszyć dalej, coś zamknąć, coś otworzyć. I tak właśnie miałam. Wybór był mój, czy zostanę i zagłuszę, czy – mimo że się trochę obawiam – pójdę do przodu. Wybrałam drugą opcję.

W chwili, kiedy piszę ten tekst, mijają dokładnie dwa miesiące od mojego powrotu do Gdyni. Dopiero tu widzę, ile zrobiłam tam… Że gdybym nie wyjechała, jakiejś ważnej części mnie by brakowało. I może w Polsce też bym coś w sobie pokonała, pewnie tak… Ale tak samo jak prawie trzy lata temu wiedziałam, że mam wyjechać, tak później wiedziałam, że mam wrócić. I nie kłóciłam się sama z sobą.

Czy długo i szczęśliwie to nie wiem, ale zdecydowanie ciągle blisko siebie żyję. I choć w mojej codzienności wydarzają się różne sytuacje i mój świat nie zawsze jest różowy, to pod koniec dnia wiem, że jestem tu, gdzie mam być, i to jest najlepsze dla mnie miejsce. Że nie okłamuję siebie. Że jestem wierna sobie. Że każda kolejna decyzja o tym, by coś zrobić lub nie, jest spójna ze mną. Zmiana życia wyszła mi na dobre. Nawet jeśli czasem popłaczę w poduchę, to chwilę później już świeci wewnętrzne słońce. A moja praca każdego dnia przypomina mi o tym, że warto robić to, co się kocha ;-).

Agnieszka Kawula

WAŻNE MYŚLI

LUDZIE CIĄGLE CZEGOŚ SZUKAJĄ, CHCĄ WIĘCEJ I DALEJ I NIGDY NIE SĄ ZADOWOLENI Z TEGO CO MAJĄ, BO TO CO MAJĄ NIE JEST DLA NICH UPRAGNIONYM 100%. A PRZECIEŻ NIE MA IDEAŁU. 

PRZYZNANIE SIĘ DO PORAŻKI JEST ODWAŻNE, NIE MA SIĘ CZEGO WSTYDZIĆ.

PROSZĘ RUSZYĆ DALEJ, NIE OSZUKIWAĆ SIEBIE I DOŁOŻYĆ WSZELKICH STARAŃ, BY ZACZĄĆ PO RAZ KOLEJNY TAM, GDZIE PANI SIĘ BĘDZIE LEPIEJ CZUŁA.

PANI KOCHA TO, CO PANI ROBI, WIĘC JUŻ PANI WYGRAŁA…

NIE MA CO SIEBIE OKŁAMYWAĆ. 

DOPIERO TU WIDZĘ, ILE ZROBIŁAM TAM.

JESTEM TU, GDZIE MAM BYĆ I TO JEST NAJLEPSZE DLA MNIE MIEJSCE.

MOJA PRACA KAŻDEGO DNIA PRZYPOMINA MI O TYM, ŻE WARTO ROBIĆ TO, CO SIĘ KOCHA ;-).

AGNIESZKA KAWULA W MAGAZYNIE JOB-CHOICE.NET

O autorce artykułu przeczytasz TUTAJ.
ARTYKUŁY AGNIESZKI KAWULI:
Agnieszka Kawula pisze o multi-zawodowości, czyli jak pogodzić dwa zawody TUTAJ.
O działaniu, motywacji, baniu się ale dążeniu do celu, Agnieszka pisze TUTAJ.
Jak się zorganizować, gdy jest się swoim własnym szefem przeczytacie TUTAJ.

Share.

About Author

?
?