Multi-zawodowość? Dlaczego nie!

Dość często mówią mi: z powodzeniem i prawdziwą przyjemnością łączysz dwa zainteresowania, dwa zawody – multi-zawodowość. Jak godzisz pasję masowania z pasją pisania?

Jak można wykonywać dwa zawody i odważyć się pisać nie tylko do szuflady?

Hmmm. Nigdy się nad tym dłużej nie zastanawiałam. Po prostu robię swoje ;-). A sio strachy!

Dla mnie to nie kwestia odwagi i łączenia czegokolwiek. Dla mnie to naturalna kolej rzeczy. Jedno jest uzupełnieniem drugiego. To ciekawość. To radość z robienia tego co się robi. To przyjemność. A że rutyny nie lubię, idealnie sobie wybrałam (choć mam wrażenie, że to praca znalazła mnie). Jest czas na pisanie, jest czas na masowanie. Jedno nie wyklucza drogiego, jedno pomaga drugiemu. Kiedy głowa się grzeje od pomysłów, dobrze ją wyciszyć podczas masowania. Moje ciało rozciąga się w rytmie oddechu. A po pracy hawajskiej wracam do domu, robię sobie puszyste cappuccino, zapalam białą szałwię, albo inne naturalne kadzidło, włączam muzykę adekwatną do nastroju i piszę.

Dawno temu podpisałam umowę sama z sobą, z kreatywnością, inspiracją, pasją. Umowa to jest uczciwa. Szczera. Że każdego dnia będę stawiała się na posterunku i dawała z siebie to, co mam najlepszego. Konsekwentnie i bez ściemy.

Mówią, odważna jesteś. Nie boisz się zmian, nie boisz się publikować, nie boisz się mówić o sobie i tak dalej. Strach już mi nie służy, żyłam z nim przez naście lat i mi przestało z nim być po drodze. Dlaczego mam walczyć z życiem skoro mogę płynąć z nurtem? Dlaczego mam stawiać opór czemuś co wybrało mnie? Dlaczego mam nie podnieść daru, który może innym sprawić dużo dobrego? W imię czego mam się bać? No to odważne, bo przecież inni mogą Cię skrytykować, a Ty się tego nie boisz? A co inni pomyślą? A co powie sąsiadka? A we wsi będą gadać.

Ileż mam się umartwiać i bać i żebrać o tlen?

Masz talent? Używaj go!

Kiedyś się tym przejmowałam, ale się wyleczyłam. Nie po to człowiek dostaje talent, żeby z nim siedzieć pod schodami i się bać. Mnie się nie chce marnować czasu na strach odbierający energię do działania. I żeby nie było, często się boję, ale ten strach mnie nie zatrzymuje, a motywuje. Boję się, ale robię dalej i po wykonanym zadaniu ‘plus trzy do doświadczenia życiowego’ zdobywam ;-). Jestem mocniejsza, trenuję charakter, cierpliwość, wytrwałość i wierność sobie. Ćwiczę moją multi-zawodowość.

Coś, co kiedyś mnie paraliżowało, dziś wywołuje lekkie zdenerwowanie. Trenowałam siebie, bo męczyła mnie już Kawula zalękniona. Gdybym uwierzyła w to wszystko co mówi mój strach do dziś miałabym swoją małą fobię społeczną i kompleksy każące nie wychylać się za daleko. Po prostu nie wyobrażam sobie mojej codzienności bez pracy, którą uwielbiam. Dlaczego miałabym pozbawiać się tej przyjemności? 😉 Kto wie co będzie za trzy lata? Może będę robiła zupełnie coś nowego? Czemu nie! Jak poczuję, tak zapewne zrobię…

To Twoje życie – żyj nim!

Ktoś może powiedzieć, no wszystko super, i łatwo mi mówić bo mam fajną pracę, fajne życie i tak dalej. A mam! Ale samo się nie zrobiło! Nikt nie przyszedł i nie napisał za mnie setek stron zanim wysłałam do druku tę pierwszą. Nikt nie przyszedł i nie nauczył się za mnie masować. Nikt nie przyszedł i za mnie nie zmienił mojego życia. Nie ma tak, że samo. W podstawówce mówiliśmy: samo to się błyska ;-). Na miejsce w którym jestem teraz składa się mnogość nieprzespanych nocy, bo pisałam w uniesieniach natchnionej duszy, to marzenia, które musiałam każdego dnia odkurzać od nowa i obiecywać sobie, że dojdę do ich spełnienia, że nie zawiodę samej siebie. To dziesiątki niezrealizowanych pomysłów bo w trakcie okazywało się, że jednak czegoś im brakuje. To łzy po kolejnych odmowach. I w końcu niezliczona ilość reanimacji wykonanych na nadziei…

Czy było łatwo? No nie koniecznie… Ale nawet kiedy nie było siły, kiedy się nie chciało, kiedy nadzieja podłączona do aparatury podtrzymującej życie czekała na odłączenie, właśnie wtedy najbardziej… Czułam, że nie mogę tak po prostu zrezygnować, że potrzeba kreowania jest zbyt silna, że nie po to mam plastyczne sny, żeby ich rano nie spisywać, że trzeba iść dalej z darem jaki mam, bo bez niego jak bez oddychania. Ale przede wszystkim obiecałam sobie, że dla siebie wytrwam, że zasieję tyle ziaren ile będzie trzeba i nawet jeśli na tysiące nasionek, wzejdą tylko dwa, ale komuś przyniesie to dobrą strawę, wiem, że było warto.

A złamanie obietnicy danej sobie samej boli.

Bądź swoim przyjacielem!

Od Ciebie zależy ile barw będzie miało Twoje życie!

multi-zawodowość

fot. Rafał Grądzki

Niedawno usłyszałam coś odwrotnego, że łatwo siebie oszukać i nie dotrzymać słowa, że innym jak się obieca to tak głupio, ale siebie można jakoś przekonać. Mam inaczej. Zbyt wiele razy przekładałam coś na później i nici z obiecywanek. Zawiedziony wzrok patrzący w lustrze przecinał setką mieczy duszę. Bolało mnie za bardzo, dlatego po etapach przerw, wymówek, gapienia się w sufit, w końcu podnosiłam rękawicę rzuconą przez samą siebie. Zaprzyjaźniłam się z sobą na maksa i bardzo, ale to bardzo byłoby mi przykro nie dotrzymać słowa.

Obietnica to jedno, a potem zaczyna się praca. Konsekwentnie. Nie, że jak słońce świeci to coś porobię, ale jak deszcz to może pod kocyk i wszystko ale juuuutro.

Mam to szczęście, że praca jest też medycyną dla mie. Moja multi-zawodowość: pisząc i masując ładuję wewnętrzne akumulatory. Oczyszczam duszę. Zaglądam w najdalsze jej zakamarki i nurkuję w rejonach, z których wynurzam się odświeżona, jaśniejsza, spokojniejsza. Kiedy nie piszę, nie masuję, nie pracuję z człowiekiem, zaczynam gnuśnieć. Robię się marudna. Myśli mnie dręczyć zaczynają jakieś spleśniałe. Rośnie wewnętrzne ciśnienie i nie mogę sobie znaleźć miejsca. Przytyka się wewnętrzny przepływ, a to prosta droga do gaśnięcia, narzekania, braku spontaniczności. Po prostu muszę bo się uduszę, dosłownie ;-). A Kawula z fochami nikomu nie przynosi pożytku.

Pasja to nie wszystko!

Trochę wyświechtana ta biedna pasja. Miotają nią na prawo i lewo, mówią, żeby z nią żyć, żeby z nią pracować, żeby tylko była i wszystko się poukłada i magicznie przemieni. A to trochę nie wystarczy. Pasja fajna sprawa, jak jest to super, jak nie ma, warto poszukać i pielęgnować, dokarmiać, głaskać odpowiednią ilość razy w ciągu dni, miesięcy i lat wielu. Mówić ładne słowa trzeba i nie krytykować za mocno bo się spłoszona schowa i nie wyjdzie tak szybko. Nie wiem jak inni mają, ale Kawula ma tak właśnie, że tworzy, i za szefa ma życie, nie gonią mnie terminy, nie mam zadyszki i odkładania spraw na później. Jestem zdyscyplinowana i nie czekam jedynie na przypływ natchnienia, ot siadam i piszę i robię co jest do zrobienia nawet jak mi się nie chce i kreatywność też leniwa tego dnia jakoś bardziej.

Moja praca wymaga bezustannego karmienia inspiracji, motywacji, samorozwoju i… wspomnianej już dyscypliny. A pewnie, że mi się czasem nie chce, a jasne, że myślę o juuuutro, no pewnie, że toczę batalię wewnętrzną żeby tylko zacząć później. I czasem faktycznie nie robię nic. Bo nie mam ochoty być szefem z batem. Wolę z łagodnością do siebie podchodzić, ale… Kiedy trzeba to przysiądę. Pracy się nie boję. Czasem po wiele godzin zapominając o jedzeniu (dobrze, że mam psa, to mój naturalny przypominacz o świecie zewnętrznym).

Po prostu rób!

Kiedyś nie robiłam wiele. Multi-zawodowość nie chodziła mi po głowie. Jedynie romantycznie marzyłam, że się wydarzy. Bałam się sięgnąć po marzenie i je po prostu spełnić. I wiecie co? Dużo więcej trudu kosztowało mnie NIE zabranie się do pracy, dużo więcej „cierpiałam” NIE robiąc. Więc wypróbowałam opcję JUST DO IT i działa świetnie! Naprawdę żyje mi się dużo lepiej. A kiedy się na chwilę przytkam, sięgam po mój zestaw ratunkowo-motywujący i albo słucham inspirujących ludzi, albo zapadam się w medytacji, albo wygłupiam z psem, albo tańczę, albo czytam. I czekam aż się odetkam przy puszystym cappuccino ;-). A kiedy pasja płynie wraz z konsekwencją i determinacją wartkim nurtem, codzienność wygląda wspaniale! Zachęcam do próbowania, testowania, doświadczania i dotrzymywania złożonych sobie obietnic… Bo nie robienie naprawdę potrafi bardzo boleć. Twój wybór, cierpisz czy idziesz do przodu?

PS I nie musisz wcale rzucać pracy w korporacji, jechać do Indii i ćwiczyć jogi! Siebie możesz znaleźć tu gdzie jesteś. Multi-zawodowość jest też dla osób w korpo! To wspaniałe miejsce by się zatrzymać i znaleźć to COŚ, do robienia czego nie będziesz potrzebował czynić heroicznych wyrzeczeń, bo będzie tak naturalne jak oddychanie…

  • RÓB SWOJE!
  • MASZ TALENT? UŻYWAJ GO!
  • PODPISZ UMOWĘ SAM Z SOBĄ, Z KREATYWNOŚCIĄ, INSPIRACJĄ, PASJĄ.
  • STRACH NIE SŁUŻY.
  • NIE PO TO CZŁOWIEK DOSTAJE TALENT, ŻEBY Z NIM SIEDZIEĆ POD SCHODAMI I SIĘ BAĆ.
  • SAMO SIĘ NIC NIE ZROBI!
  • OBIETNICA TO JEDNO, A POTEM ZACZYNA SIĘ PRACA. KONSEKWENTNIE.
  • ZACHĘCAM DO PRÓBOWANIA, TESTOWANIA, DOŚWIADCZANIA I DOTRZYMYWANIA ZŁOŻONYCH SOBIE OBIETNIC
  • NIE ROBIENIE NAPRAWDĘ POTRAFI BARDZO BOLEĆ.

Wcześniejszy wpis Agnieszki o poszukiwaniach własnej drogi i skąd wynika multi-zawodowość, znajdziesz TU.

 

Share.

About Author

?
?