Jak jest być swoim własnym szefem? Jestem swoim szefem i o aspektach takiej sytuacji opowiadam poniżej.

Jestem swoim wymarzonym szefem

Mój dzień nie jest niczym nadzwyczajnym. A jednak jestem szczęściarą stawiającą się na posterunku moich świeżych 24 godzin. Rano mam wrażenie, że wszystkie wyciągają do mnie swoje wskazówkowe małe dłonie i mówią podekscytowane: – Kawula, wstawaj, zróbmy razem coś dobrego! Niech się dzieje zwykłe-niezwykłe COŚ.

Jak jest być swoim własnym szefem? – Kwestie wrodzone

Jestem sobie sama szefem. Nikt nade mną z batem nie stoi. To znaczy, kiedyś sama nad sobą stałam… I zadręczałam się bez sensu, aż stwierdziłam, że gdybym miała takiego szefa jakim byłam to już dawno bym rzuciła tę pracę w cholerę… Więc zaprosiłam trochę więcej luzu, wakacji i przerw na cappuccino pomiędzy napięte godziny dnia. A dni wdzięczne zaczęły pracować same z siebie jeszcze wydajniej.
Ode mnie zależy jak będzie wyglądał każdy dzień. Włożyłam w swoje ręce władzę nad samą sobą i dobrze mi z tym. Pytają mnie: – jak to robisz, że zrobisz to, co trzeba, że nie zawalasz terminów, że jesteś taka wydajna, że Ci się ciągle chce, że masz motywację? Jak to robisz, że masz czas na pisanie, na masowanie, na prowadzenie warsztatów, na spotkania z przyjaciółmi, na spacery z psem, na picie cappuccino, na pisanie postów na FB, na spontaniczne wypady gdzieś. Przecież masz tyle do zrobienia… Jak to ogarniasz?
Hmmm… W zasadzie to nigdy się nad tym nie zastanawiałam. Mam wrażenie, że urodziłam się z pewnymi funkcjami i w trakcie rozwoju one wzrastają ze mną. Urodziłam się do bycia swoim własnym szefem. O, chyba taka odpowiedź jest najlepsza ;-).

Jak jest być swoim własnym szefem? – Kwestia priorytetów

Nie mogę nikomu doradzić jak ma sobie zorganizować dzień. Nie mogę powiedzieć, że teraz to, a potem tamto i że tak będzie najlepiej. Wiem co się sprawdza u Kawuli. Wiem co dla mnie ważne, co mniej, a co może sobie poleżeć na półce przy ekspresie do kawy i poczekać na swoją kolej do zmielenia. Są terminy, których przestrzegam. Są terminy, przed którymi się wyrabiam i zacieram ręce z niecierpliwości żeby już ten dzień nadszedł. Są terminy, do których ciężko mi się zabrać, ale mimo wszystko siadam, idę, robię. Mam w sobie taki wewnętrzny kompas z podziałką priorytetową i czasem na niego zerkam kontrolnie czy nie zboczyłam z kursu, a czasem trąci mnie wskazówka i szepnie by się nie ociągać i utrzymywać wyznaczony kierunek.
Nie robię żadnych list, karteczek nie zapisuję rzeczami ważnymi i mniej ważnymi. W kalendarzu jedynie daty utrwalone, bo kawulowa głowa nie ma pamięci wystarczająco pojemnej. Czasem kilka spraw równie mocno domagają się mojej uwagi, więc wtedy ustawiam je w rządku, zaglądam w oczy i prowadzę za ręce do finału, jedną po drugiej, aż linia zadań pusta, a ja mogę z poczuciem fajnie wykonanej misji zająć się sporządzeniem i wypiciem cappuccino.
Mam w sobie tryb: teraz działanie i nic ani nikt mnie nie jest w stanie od tego odciągnąć. Lubię to w sobie. Ale nie ukrywam, że to też wymaga pewnego pielęgnowania. Dyscypliny. Ugłaskania. Połechtania. Dopieszczenia. Charakterem się to nazywa i każdego dnia stawiam się na posterunku gotowa pracować, nad sobą, nad kolejnymi zleceniami, nad kreatywnością. Każdego dnia staram się być gotowa i otwarta na to, co się w nim wydarzy. Nie upieram się, że musi być tak i koniec. Czasem to, co na końcu, staje się priorytetem już na początku dnia. Podchodzę do spraw życia codziennego coraz elastyczniej bo nie lubię sztywnych garsonek kontroli. Lubię niespodzianki, a te pojawiają się wtedy, kiedy Kawula zrelaksowana, a nie generująca pośpiech i napięcie.

Jak jest być swoim własnym szefem? – Kwestia odpowiedzialności

Tak. Właśnie. Odpowiedzialności. Za siebie. Za swój talent. Za owoce jakie talent rodzi. Za obietnicę jaką sobie złożyłam. I czasem jest tak, że to, co mogę zrobić jutro, robię dziś. Tak samo jak nie odkładam mojego życia na później, nie przepadam za pracą, która nie jest zrobiona bo ją przesuwam jak nie chaciany kawałek jedzenia na talerzu. Bo kiedy tak będę przesuwała to w końcu praca się obrazi i sobie pójdzie gdzieś, gdzie rozdają lepsze uczucia.
Z doświadczenia też wiem, że nie zabranie się do pracy jest bardziej bolesne i zajmuje dużo więcej czasu niż faktyczne jej wykonanie. Nie robienie, ciśnie intensywniej moje wnętrze. Robienie zaś uruchamia we mnie potężne siły (S)twórcze, które są bardzo wdzięczne, że dałam im szansę. I pewnie, że czasami mi się nie chce, że czasami bym odłożyła sprawy na później, że piorę, sprzątam, gotuję, albo myję podłogę, żeby tylko jeszcze chwilkę nie… Ale i to jest potrzebne, zajęcie się czymś innym, pozwolenie pracy odpocząć, spuścić ciśnienie oczekiwań i dać sprawom ważnym pieniądze na popcorn i kino, a samemu zająć się czymś zupełnie nie ważnym…

Jak jest być swoim własnym szefem? – Kwestia miłości

Ale jedno Wam powiem. Priorytety mogą sobie dowoli na mnie krzyczeć swoimi wykrzyknikami i podkreśleniami, ale gdybym po prostu nie kochała tego, co robię, w życiu bym nie patrzyła w stronę wygibasów błagających: – wybierz mnie! Teraz mnie zrealizuj! Juuhuuu, Kawula, tu jestem, teraz ja! Wtedy najczęściej wytykam do nich język i mówię: – Sorry Winnetou, wy się ogarnijcie jakoś, przestańcie na mnie krzyczeć, a ja w tym czasie zajmę się cappuccino i pokontempluję smak i zapach świeżo mielonej kawy…
Mam to szczęście, że naprawdę robię to, co kocham. A kiedy się kocha nie można ignorować, zaniedbywać, przekładać, pozwalać by kurzem się pokrywało. Momenty separacji bolały mnie za bardzo, bo i takie miewałam. Bałam się w pełni zaufać swojej pasji. Bałam się na maksa pisać, masować, pracować z ludźmi. Bałam się swojej mocy. I takimi trochę szarpanymi ruchami jak nowicjusz kierowca poruszałam się nieznacznie do przodu, od czasu do czasu wrzucając wsteczny. Na szczęście miłość wygrała i od ładnych paru lat mknę na ognistym jednorożcu, który rozkwita każdego dnia bardziej i bardziej, bo stawiam się na posterunku własnego życia i robię to, co jest do zrobienia, z miłością, pasją, natchnieniem, ochotą, ciekawością, namiętnością, radością…

Jak jest być swoim własnym szefem? – Kwestia zabawy

No właśnie! Nie może w moim dniu zabraknąć tego elementu! Dzień bez tańczenia, jest dniem jakimś takim kanciastym. Nie może w nim zabraknąć zachwytów nad tym, co za oknem. Każdego dnia rozbrzmiewa mój śmiech, westchnienia, mlaski i błyski. Nie może zabraknąć chwil na siedzenie i bycie. Nie wyobrażam sobie nie biegać z moim psem między drzewami, nawet jeśli sztorm. Nie mogłabym żyć bez chwil spędzonych w kuchni i gotowaniu czasem bardzo prostych posiłków, ale jakże ciału potrzebnych. A kiedy zadbam o powłokę zewnętrzną, skupiam się duszy. Na tym, by i jej dostarczyć strawy wysokoenergetycznej. Kreatywność, pasja, twórczość, motywacja, to wszystko potrzebuje jedzenia i moja w tym rola zadbać o tę wewnętrzną rodzinę. Czas spędzony na macie do jogi, na automasażu, na oddychaniu, na medytacji, na kontemplacji jest bardzo zwykłym, ale przynoszącym niezwykłe rezultaty.
PS
Zachęcam… Do znalezienia swojego COSIA, który w zwykle-niezwykły sposób będzie rozkwitał w Waszym dniu. Do karmienia go, do głaskania, do tulenia, do dostarczania odpowiedniego pokarmu. Zachęcam do pielęgnowania miłości. Ten COŚ naprawdę się odwdzięczy… Dajcie mu czas. Dajcie mu przestrzeń. Dajcie mu miłości na maksa. I nawet jeśli od razu nie przynosi to efektów, dalej róbcie swoje. Każdego dnia od nowa. A kiedy rozkwitnie, wybrzmi i wybuchnie… Zachwyci Was siła i moc COSIA… A wtedy nie sposób będzie z niego zrezygnować i zaniedbać. Będzie zbyt mocno bolało…

Agnieszka Kawula

WAŻNE MYŚLI

WSTAWAJ, ZRÓBMY RAZEM COŚ DOBREGO! NIECH SIĘ DZIEJE ZWYKŁE-NIEZWYKŁE COŚ.
ODE MNIE ZALEŻY JAK BĘDZIE WYGLĄDAŁ KAŻDY DZIEŃ. WŁOŻYŁAM W SWOJE RĘCE WŁADZĘ NAD SAMĄ SOBĄ I DOBRZE MI Z TYM.
SĄ TERMINY, PRZED KTÓRYMI SIĘ WYRABIAM I ZACIERAM RĘCE Z NIECIERPLIWOŚCI ŻEBY JUŻ TEN DZIEŃ NADSZEDŁ. SĄ TERMINY, DO KTÓRYCH CIĘŻKO MI SIĘ ZABRAĆ, ALE MIMO WSZYSTKO SIADAM, IDĘ, ROBIĘ.
Z DOŚWIADCZENIA TEŻ WIEM, ŻE NIE ZABRANIE SIĘ DO PRACY JEST BARDZIEJ BOLESNE I ZAJMUJE DUŻO WIĘCEJ CZASU NIŻ FAKTYCZNE JEJ WYKONANIE.
ROBIENIE ZAŚ URUCHAMIA WE MNIE POTĘŻNE SIŁY (S)TWÓRCZE, KTÓRE SĄ BARDZO WDZIĘCZNE, ŻE DAŁAM IM SZANSĘ.

AGNIESZKA KAWULA W MAGAZYNIE JOB-CHOICE.NET

O autorce artykułu przeczytasz TU.
Agnieszka Kawula pisze o multi-zawodowości czyli jak pogodzić dwa zawody TU.
O  działaniu, motywacji, baniu sie ale dążeniu do celu, Agnieszka pisze TU

Share.

About Author

?
?