Poszukiwania zawodowe doprowadziły go do odkrycia roli współpracy – wywiad z miejskim animatorem Janem Szpilem

Zmiany zawodowe niekoniecznie oznaczają awans pionowy w jednej firmie. To często droga poszukiwania tego, co jest rzeczywiście właściwą dla nas ścieżką, wielu prób i błędów, które ostatecznie doprowadzają do punktu zadowolenia. Dzisiaj o swojej drodze opowiada Jan Szpil, miejski animator i moderator. Zajmuje się praktyką współpracy. Współtwórca i jeden z gospodarzy Ambasady Krakowian, instruktor jogi metodą Sivanandy. Prowadzi zajęcia jako JogaJana. Zafascynowany relacjami miedzy ludźmi i w przyrodzie, amator permakultury i miejskiego ogrodnictwa.

Janku, opowiedz nam, czym się teraz zajmujesz zawodowo, a czym zajmowałeś się wcześniej?

W tym momencie prowadzę zajęcia jogi i współtworzę Ambasadę Krakowian – społeczną przestrzeń coworkingową. Przy czym moje zaangażowanie w Ambasadzie ma charakter wolontaryjny. Jestem też instruktorem jogi wg metody Sivanandy – jest to joga tradycyjna, raczej relaksacyjna i oddechowa niż fizyczno-napinająca, fitnesowa.

Czym zajmowałeś się wcześniej, zanim odkryłeś jogę?

Najprzeróżniejszymi rzeczami:) Gdyby spróbować to ująć w ramy i szufladki, to pracowałem głównie w organizacjach pozarządowych, gdzie zajmowałem się ekologiczną turystyką, transportem, przestrzenią publiczną i w dużej mierze edukacją. Tylko przez trzy miesiące zaznałem pracy na etacie, poza tym realizowałem umowy o dzieło i umowy zlecenia. Częściowo byłem zatrudniony przez kogoś, ale często sam kreowałem swoje zajęcie poprzez napisanie projektu, na który otrzymywałem dofinansowanie. Mam też za sobą wakacyjne epizody pracy fizycznej za granicą.

Jak odkryłeś to, czym pragniesz się zajmować, czyli de facto to, co robisz teraz?

Metodą prób i błędów… Właściwie realizuję teraz dwie drogi, które są dosyć odrębne i łatwo je od siebie oddzielić. Pierwsza, związana z jogą, jest dosyć prosta: zainteresowałem się tym, zacząłem ćwiczyć, ktoś mnie zachęcił, by pójść na kurs instruktorski. Potem zacząłem prowadzić zajęcia w szkole, aktualnie sam je organizuję i współpracuję z kilkoma szkołami. Natomiast ciekawsza jest ta druga ścieżka: to, czym aktualnie zajmuję się w Ambasadzie, jest pokłosiem moich wieloletnich poszukiwań i współpracy z organizacjami pozarządowymi.

http://www.ambasadakrakowian.pl/

Jak do tego doszedłeś?

Już w liceum udzielałem się społecznie, np. w demonstracjach przeciw wojnie w Iraku, w Amnesty International. Miałem silną potrzebę działania społecznego, robienia rzeczy, które uznaję za istotne, angażowania się tam, gdzie warto wyrazić swój głos i przyczynić się dla większego dobra. Potem tę potrzebę skanalizowałem w ruchu rowerowym – przez lata działałem jako aktywista rowerowy, od Mas Krytycznych, poprzez założenie organizacji Kraków Miastem Rowerów, stworzenie festiwalu Święto Cykliczne… W pewnym momencie przestało mi to wystarczać i chciałem działać szerzej dla przestrzeni miejskiej i miasta. Poszukiwałem przestrzeni, w których będę mógł realizować się bardziej ogólnie dla społeczeństwa. Zrozumiałem, że moja rola od początku polegała na moderowaniu działań grupy, zależało mi na tym, by wszyscy ludzie, działający na rzecz rowerowego Krakowa lepiej się ze sobą dogadywali. Nigdy nie byłem specjalistą technicznym, fachowcem od dróg rowerowych. Zrobiłem swoje  w ruchu rowerowym i rozpocząłem nową przygodę.

I tak trafiłeś do Ambasady?

Wyszedłem ze stowarzyszenia rowerowego kiedy zrozumiałem, że to co tu robię już mi nie wystarcza. Równocześnie narodziła się idea Ambasady Krakowian – miejsca koncentrującego różne działania „miejskie”, służące poprawie jakości życia w mieście. Ono skupia ludzi, którzy wolą tworzyć rozwiązania i współpracować, niż walczyć, domagać się. Odnalazłem się tutaj jako moderator, napędzam tworzenie tego środowiska, gdzie pojedynczy ludzie są w stanie robić razem rzeczy ważne dzięki udanej współpracy.

To jest grupa, która się sama ogarnia, nie ma jednego konkretnego przywódcy – są oczywiście osoby bardziej charyzmatyczne, które można nazwać liderami, ale struktura jest płaska. Ta organizacja jest elastyczna i samo-tworząca się, im dłużej istnieje tym większy ma potencjał poprzez swoją nieokreśloność czy brak hierarchicznej struktury. Jej siłą jest umiejętność dostosowania się do rzeczywistości. Ujmę to tak: naszym celem w Ambasadzie jest dawanie przestrzeni do kontaktów, wymiany i wzajemnej współpracy.

A na czym konkretnie polega Twoje zadanie w tym gronie?

Moją rolą jest moderowanie grupy, która zarządza Ambasadą. Staram się tutaj tworzyć dobry klimat i dbam o to, by między ludźmi „się kleiło”. Od strony zewnętrznej zajmuję się networkingiem pomiędzy organizacjami pozarządowymi i szukam partnerów do współpracy oraz organizuję wydarzenia. Ostatnio zajmuje się koordynacją jednego z projektów Ambasady – Krakowską Zupą.

Jak Twoje poprzednie doświadczenia pomagają Ci w obecnej pracy w Ambasadzie?

Pomaga mi na pewno obycie w „pozarządowej rzeczywistości”, które zyskałem przez lata pracy: zarówno wiedza o tym jak funkcjonują NGOsy (non-government organization), urzędy czy systemy grantów, ale też jak funkcjonują ludzie. To są już bardziej psychologiczne aspekty, np. co zagraża współpracy, jak warto się ze sobą komunikować. Przede wszystkim pomaga mi różnego rodzaju doświadczenie.

Dlaczego wybrałeś właśnie organizacje pozarządowe?

Gdzieś tam w duszy jestem anarchistą i mam dużą niechęć do wszelkich zorganizowanych i biurokratycznych struktur – a z drugiej strony doceniam mechanizmy konieczne w grupie, by to w ogóle działało. Na pewno nie podoba mi się system grantów: obecnie płacimy wysokie podatki, za które urzędnicy wymyślają problemy społeczne, tworzą granty w konkretnych ramach, a organizacje społeczne muszą do tych ram się dostosować. To jest działanie „naokoło”, które uważam za marnotrawienie.

Wolałbym, by ludzie płacili mniejsze podatki, ale mieli w portfelach więcej pieniędzy do samodzielnego wspierania inicjatyw społecznych, które są dla nich istotne. Taki system funkcjonuje np. w USA. W Ambasadzie staramy się stworzyć model niezależny od grantów: utrzymujemy się z własnych projektów i ze wsparcia społeczności. Gdybyśmy – przykładowo – chcieli napisać grant na nasze śniadania networkingowe, każda osoba musiałaby podpisać się na liście obecności, pojawiłyby się problemy gdyby tych podpisów było za mało… A tak po prostu robimy śniadania, przychodzą na nie różni ludzie i tworzą się nowe relacje przekładające się na nowe projekty. Każdy uczestnik ma poczucie współtworzenia tych wydarzeń i tego miejsca.

Jakie masz wykształcenie? Na ile korzystasz z niego w swojej pracy?

Co jakiś czas wraca do mnie to pytanie i zawsze rozmówcy są zaskoczeni. Jestem z wykształcenia geografem! Podczas studiów nie zrobiłem darmowego kursu pedagogicznego, bo uznałem, że nigdy nie będę zajmował się edukacją. Potem musiałem zdobyć te kwalifikacje i z nich rzeczywiście korzystam, podobnie jak z umiejętności zdobytych na studiach geograficznych. To jest przecież nauka o Ziemi i ludziach, o procesach zachodzących na planecie i między społeczeństwami. Taka ogólna wiedza o świecie bardzo mi się przydaje i pomaga ujmować rzeczy i zjawiska w systemy.

Masz poczucie, że już odkryłeś to, co chcesz robić i w czym jesteś dobry?

W pewien sposób moja rola w Ambasadzie przynosi mi dużo satysfakcji, mimo że jeszcze nie jest do końca doprecyzowana. Wiem już jednak, co chcę robić: być moderatorem, „sklejaczem” grup ludzkich, coś jakby coaching grupowy.

Miałeś na tej drodze jakieś kryzysy?

Tak, i to totalne… W ruchu rowerowym, gdzie byłem bardzo zaangażowany, pojawiły się trudności i konflikty wewnętrzne. Dla mnie to było rozczarowanie, które zbiegło się z moim odejściem. Na początku pracy w Ambasadzie też trafiłem tutaj na silny kryzys w zespole. To był też dla mnie trudny okres i potrzebowałem czasu, by sobie to wszystko poukładać: zweryfikować, jaką chcę mieć rolę w takich sytuacjach i jak to w ogóle działa. Zrobiłem sobie wtedy roczną przerwę od wszystkiego.

Co robiłeś przez ten rok?

Doprowadziłem do końca to, co było konieczne i wyjechałem w podróż. Miała ona trzy etapy: południe i północ Europy oraz Bliski Wschód. Pomogła mi ona złapać dystans, ale jak tu wróciłem, okazało się że i tak nadal potrzebuję sobie na te pytania odpowiedzieć. Po bardzo intensywnym życiu tamten rok był mi jednak bardzo potrzebny. Wracając nie miałem w sobie gotowych odpowiedzi, co będę robić i czy w ogóle wrócę do Ambasady. Dopiero po jakimś czasie złapałem zajawkę, że właśnie tutaj chcę być. Teraz już mi łatwiej trwać nawet w kryzysowych sytuacjach.

Czy coś Cię denerwowało w tym czasie poszukiwań Twojej drogi?

Na każdym kroku stykam się z potrzebą ludzi, którzy chcą mieć włożyć w szufladki. Mój tryb życia i sposób pracy jest dosyć nieszablonowy, inni mają z tym problem. Najbardziej denerwuje mnie to w gronie najbliższych, którzy zadają pogłębione pytania o to, co właściwie robię i dlaczego nie pracuję w „normalnej pracy”. Wewnętrznie jestem zadowolony z tego, w jakim znajduję się miejscu.

Co byś poradził osobom, które szukają swojej drogi zawodowej albo przechodzą różne zmiany?

Nie zapominaj, że ja cały czas jestem w tym procesie poszukiwań:) Doskwiera mi trochę, że nie mam stabilnej sytuacji finansowej na pewnym poziomie, ale jestem zadowolony ze swoich wyborów, więc to może podstawa do dawania rad..? Zadowolony jestem dlatego, że idę tą drogą szukając tego, co naprawdę mnie interesuje i co – mówiąc otwarcie – wypływa z mojego serca. To daje mi najwięcej satysfakcji i sprawia, że chce mi się żyć tak po prostu.

Nie warto więc sugerować się tym, czego oczekuje społeczeństwo, ale szukać swojej drogi. Każdy z nas ma własną ścieżkę, swoje zajawki, które go cieszą – warto za tym konsekwentnie podążać. Wtedy cały świat w tym pomaga i tworzą się takie sytuacje, że da się też na tym zarabiać:) Jeśli masz takie rzeczy, które Cię cieszą, to za nimi idź! To jest właśnie nazywane głosem serca.

NIE WARTO SUGEROWAĆ SIĘ TYM, CZEGO OCZEKUJE SPOŁECZEŃSTWO, ALE SZUKAĆ SWOJEJ DROGI.

KAŻDY Z NAS MA WŁASNĄ ŚCIEŻKĘ, SWOJE ZAJAWKI, KTÓRE GO CIESZĄ – WARTO ZA TYM KONSEKWENTNIE PODĄŻAĆ. WTEDY CAŁY ŚWIAT W TYM POMAGA I TWORZĄ SIĘ TAKIE SYTUACJE, ŻE DA SIĘ TEŻ NA TYM ZARABIAĆ:)

NAPĘDZAM TWORZENIE ŚRODOWISKA, GDZIE POJEDYNCZY LUDZIE SĄ W STANIE ROBIĆ RAZEM RZECZY WAŻNE DZIĘKI UDANEJ WSPÓŁPRACY.

CZASAMI TRZEBA CZASU, BY SOBIE WSZYSTKO POUKŁADAĆ: ZWERYFIKOWAĆ, JAKĄ CHCE SIĘ MIEĆ ROLĘ W TAKICH SYTUACJACH I JAK TO W OGÓLE DZIAŁA.

IDĘ TĄ DROGĄ SZUKAJĄC TEGO, CO NAPRAWDĘ MNIE INTERESUJE I CO – MÓWIĄC OTWARCIE – WYPŁYWA Z MOJEGO SERCA. TO DAJE MI NAJWIĘCEJ SATYSFAKCJI I SPRAWIA, ŻE CHCE MI SIĘ ŻYĆ TAK PO PROSTU.

Wprowadzenie do cyklu wywiadów pod tytułem „Zmiana zawodowa”.

Kolejne wywiady z osobami szukającymi swojej drogi zawodowej już niebawem! Może znasz kogoś, kto dokonał ważnej zmiany i może być inspiracją dla innych, może Ty jesteś taką osobą – zgłoś się do nas!
A oto osoby, które opowiedziały o swojej zmianie zawodowej:

  1. Pedagog, psychoterapeuta zmienia kraj
Share.

About Author

Poznaj nas! Przedstawiamy się w dziale O NAS! Zapraszamy też do kontaktu!

?
?

Job-choice.net to wybór pracy. Wybierz świadomie!

Pozwól się wyrwać z kolein myślenia o pracy - pobierz nasze inspiracje!

Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanego adresu e-mail przez job-choice.net dla celów informacyjnych, marketingowych oraz komunikacji związanej z użytkowaniem portalu.

email marketing powered by FreshMail