Podkast, fotografia i życie pełne pasji – wywiad z Borysem Kozielskim

Borys Kozielski jest jednym z pierwszych twórców podkastów w naszym kraju – odkrył je w 2005 roku, zafascynował tym światem i teraz przybliża go innym, pomagając spełnić marzenia o własnym podkaście (zajrzyj tutaj).

Borys opowiada nam o swojej ścieżce zawodowej, poszukiwaniach swojego miejsca, gotowości do spełniania swoich pragnień. Poznajcie jego drogę pełną pasji, odwagi i zakrętów! Przede wszystkim jednak dążenia, zgodnie ze swoimi zainteresowaniami, do #pracujetamgdziechce.

Jest to dla nas wywiad wyjątkowy, jest to nasze pierwsze nagranie. Posłuchaj lub przeczytaj! Zapraszamy!

Borys, napisałeś mi kiedyś, że Ty już pracujesz tam gdzie chcesz. To jest hasło przewodnie naszej strony www.job-choice.net. Zajmujemy się tematyką związaną właśnie z wyborem pracy, i odnalezieniem tej właściwej, indywidualnej ścieżki zawodowej. Czym Ty się aktualnie zajmujesz?

Sam wybrałem miejsce, w którym aktualnie pracuję, można powiedzieć, że nawet je utworzyłem – Fundacja „Otwórz się” powstała w roku 2014, a ja byłem jej fundatorem. Więc pracuję w miejscu, które sam sobie stworzyłem, a zajmuję się głównie tworzeniem podkastów i uczeniem innych, jak robi się podkast.

Co sprawia Ci największą frajdę, że z pełną świadomością możesz mówić „pracuję tam gdzie chcę”?

Co sprawia mi największą frajdę? Słuchaj, to jest po prostu to, że robię dokładnie to, co chcę, co wyszło w moim życiu, co po moich doświadczeniach w różnych miejscach pracy mogę teraz robić naprawdę to, co lubię, to, w co wierzę, i spełniam się przez to. Tak, to chyba o to chodzi 🙂

Tematyką podkastów zajmujesz się od 2005 roku, kiedy w naszym kraju mało kto słyszał o ich istnieniu. Jak trafiłeś na tę ścieżkę przekazu tak wcześnie?

To bardzo ciekawa historia, bo rzeczywiście radio w moim życiu bardzo wiele znaczyło. Dużo słuchałem radia, uczyłem się z niego, słuchałem muzyki, ale również audycji słownych. Kiedy w 2005 roku ukazał się pierwszy numer tygodnika „Ozon” i tam przeczytałem o tym, że jest coś takiego jak podkast i podkasting, to oczywiście mnie bardzo zaskoczyło i jednocześnie otworzyło właśnie tę nową ścieżkę jakiegoś mojego rozwoju. Przez dwa albo trzy miesiące przygotowywałem pierwszą audycję i ukazała się ona dopiero w sierpniu 2005. Pierwszy numer tygodnika „Ozon” pojawił się bodajże w lutym albo w marcu tego roku, dokładnie nie pamiętam kiedy. Muszę dotrzeć do tego numeru np. w Bibliotece Narodowej i zobaczyć, o czym dokładnie ten artykuł był. Pamiętam, że był o podkastingu, takie krótkie informacje, ale dało mi to tyle do myślenia, że już wtedy postanowiłem się w to na 100% zaangażować.

Przewija się u Ciebie nie tylko watek dziennikarski ale też fotografia oraz promocja książek naukowych. Jak opisałbyś całą swoją ścieżkę zawodową?

Aż tak dużo czasu nie mamy, żebym opowiadał Wam o całej ścieżce zawodowej, ale mogę opowiedzieć Wam o tym, że zaczynałem jako roznosiciel mleka. Na Powiślu znalazłem sklep Społem, który potrzebował takiego roznosiciela, bo poprzedni był niesolidny i klienci się skarżyli. Zgłosiłem się jako osiemnastolatek, dostałem tę pracę i wyobraźcie sobie, że byłem z niej bardzo, bardzo zadowolony! Pracowałem od godziny czwartej rano do godziny siódmej, przynosząc pod drzwi mieszkańców Powiśla butelkę mleka. Czasem to była butelka ze srebrnym kapslem, a czasem z żółtym, jeśli ktoś miał uprawnienia, by dostać lepsze mleko. Od tego zaczynałem – ta praca dała mi naprawdę wiele satysfakcji i była takim początkiem mojego myślenia o pracy w ogóle. To, że rozwinął mi się rynek dwu-trzykrotnie podczas mojej pracy świadczyło o tym, że ludzie czuli, że moja praca jest potrzebna, i ja też czułem się potrzebny.

Później pracowałem w radiu Warszawskiej Rozgłośni Radiowej (oczywiście było jeszcze wojsko, ale to nie jest praca) jako sekretarz redakcji. Przepisywałem różne etykiety audycji. Później wyprowadziłem się do Szczecina, gdzie studiowała moja żona i byłem majstrem na budowie. Trochę to śmiesznie brzmi, ale to był zawód, który miałem wyuczony i stwierdziłem, że skoro chcę mieszkać w Szczecinie, a trzeba jakoś żyć, to czemu mam nie skorzystać z tej możliwości wyuczonego zawodu. Przez rok mieszkaliśmy tam razem, po roku przeprowadziliśmy się do Warszawy, gdzie Dorota – moja żona – kontynuowała studia na Uniwersytecie Warszawskim.

Starałem się przekuć swoją pasję, czyli fotografię, w jakiś zawód. Okazało się, że to nie było takie trudne: wziąłem udział w kilku konkursach w redakcjach gazet i trafiłem do „Sztandaru Młodych”, gdzie potrzebowali takiego laboranta. Tam było dwóch fotoreporterów, a ja byłem takim fotolaborantem, który czasem dostawał zadania fotoreporterskie. Pracowałem tam przez półtora roku, to było fajne doświadczenie, ale czułem się szczerze mówiąc trochę niepotrzebny. Później tam zaczęły się redukcje zatrudnienia – każdy szef musiał zwolnić przynajmniej jedną osobę. Wiadomo, że jeśli było dwóch starszych ode mnie i bardziej doświadczonych fotoreporterów to ja pójdę na odstrzał. Rzeczywiście, zostałem zwolniony, tuż przed tym, jak urodził się mój pierwszy syn Jarek. To był trudny okres… Ale znalazłem od razu zatrudnienie w tygodniku „Wokanda”. Okazało się, że zarabiałem tam mniej niż na zasiłku dla bezrobotnych, przeszedłem więc na ten zasiłek.

Wtedy zaczęło się dziać niewesoło, mieszkaliśmy na takim starym poddaszu, gdzie zimą było bardzo zimno, a my mieliśmy małe dziecko. Trudno było funkcjonować w takich warunkach. Żona wyjechała do swojej mamy do Świnoujścia, gdzie miała porządne mieszkanie, a ja zostałem tutaj sam i zacząłem myśleć, co by tu zrobić, żeby jakoś funkcjonować. Przyszedł mi pomysł na własną firmę: w tamtych czasach fotografia w szkole była atrakcyjna dla młodzieży, więc postanowiłem wymyślić taką firmę fotograficzną, która będzie robić zdjęcia w klasach. Zorganizowałem sobie tę pracę tak, że po dwóch miesiącach wynajęliśmy mieszkanie w Warszawie, żona przeprowadziła się z powrotem z dzieckiem.

Od tego czasu nastąpił rozwój tej firmy: najpierw to były zdjęcia klasowe, których robiłem bardzo dużo (duże, poważne firmy, minilaby, które robiły takie zdjęcia, zajmowały się głównie liceami i szkołami podstawowymi, natomiast ja postanowiłem zająć się tymi pozostałymi szkołami: technikami, szkołami zasadniczymi, takimi, których te duże firmy nie chciały. Okazało się, że tam ludzie też chcą mieć pamiątkowe zdjęcia swojej klasy). W ten sposób to trwało przez pół roku, to pozwoliło mi finansowo stanąć na nogi.

Potem oglądając film „Santa Barbara” zobaczyłem, że tam jest fotograf, który robi zdjęcia noworodkom. Pomyślałem „kurczę, u nas nikt nie robi zdjęć noworodkom!” i zgłosiłem się do szpitala, który był niedaleko naszego mieszkania. Porozmawiałem z dyrektorem – sędziwym profesorem – który pokiwał głową i powiedział, bym spróbował. Rzeczywiście – zacząłem robić zdjęcia noworodków, i robiłem je ponad 20 lat, prawie 25… To była praca, którą potem wykonywała ze mną moja małżonka, razem chodziliśmy do maksymalnie 6 czy 7 szpitali, w których robiliśmy zdjęcia w ciągu całego tygodnia. Zatrudnialiśmy pojedynczych pracowników, na przestrzeni tych lat było ich dwóch lub trzech. Na początku XXI wieku widziałem, że ta firma chyli się ku upadkowi: fotografia pamiątkowa odchodziła w przeszłość, bo każdy miał swój telefon i coraz lepsze aparaty. Wiadomo było, że w miarę rozwoju każdy będzie chciał sam robić sobie zdjęcia i nie będzie potrzeby za nie płacić.


Dokładnie tak się stało jakieś dwa, trzy lata temu, dlatego też cały czas od 2005 roku rozwijałem moje hobby: podkasting. Myślałem o tym, jak to będzie, jeżeli nie będę robił zdjęć? Miałem taki epizod pracy na Politechnice Warszawskiej jako specjalista od reklamy (skończyłem takie studium reklamowe), ale ta praca nie była satysfakcjonująca: moje zdolności i możliwości nie zostały przekute na ten zawód. Pożegnałem się więc z tą pracą i od tamtego czasu prowadzę fundację – tym się głównie zajmuję.

Co było dla Ciebie największym wyzwaniem z perspektywy czasu na Twojej ścieżce zawodowej?

Myślę, że to właśnie było największym wyzwaniem: gdy firma, którą prowadzi się 25 lat przynosi dobre dochody, nagle usuwa ci się spod nóg i widzisz, jak z miesiąca na miesiąc ona słabnie, to znalezienie nowego miejsca wcale nie jest łatwe. Gdy już wiedzieliśmy, że ta firma przestaje istnieć, szukałem innej ścieżki zawodowej. Zawsze marzyłem o lataniu samolotem i powiedziałem sobie „czemu nie spróbować?”, w dodatku spotkałem kolegę, który przekonał mnie, że to jest do zrobienia. Zacząłem kurs na Bemowie, a potem okazało się, że w Polsce kurs pilotażu jest dużo droższy niż w USA, bo płaci się za paliwo. Wyprowadziłem się na dwa miesiące do Stanów, na Florydę, gdzie uczyłem się latać. Piękne miejsce, piękna pogoda, nie było przeszkód by ćwiczyć non stop…

Jednocześnie zdałem sobie sprawę, że ta ścieżka, którą podążam, to nie jest to, o co mi chodzi. Nie chciałem stracić kontaktu z rodziną, wylatywać codziennie samolotem i widzieć się z rodziną raz na jakiś czas. Dla mnie rodzina znaczy dużo, dużo więcej… Porzuciłem to poszukiwanie pracy w kierunku latania. Wróciłem, zaangażowałem się w istniejącą jeszcze firmę fotograficzną bardziej, żeby nadrobić te zaległości kredyty,  zaciągnięte na moje szkolenie. To się udało.

W zeszłym roku firma przestała zarabiać nawet na benzynę, na samochód, którym jeździłem do pracy. Zacząłem więc robić filmy – zrobiłem film nt budżetu partycypacyjnego i sprzedałem go Urzędowi Dzielnicy Targówek. Film bardzo się spodobał, mi też podobała się ta praca, ale to było wydarzenie jednostkowe: taki film może trafić się raz w roku, nie da się za dużo z niego zarobić. Przyciśnięty po raz kolejny, poszukałem kolejnej możliwości.

Podczas fotografowania noworodków miałem jeszcze jedną pasję od dzieciństwa: chciałem być kierowcą komunikacji miejskiej. Na początku XXI wieku zrobiłem prawo jazdy kategorii D, ale wtedy myślałem, że nie będę nigdy pracował jako kierowca, bo zarobki były dużo mniejsze niż moje w firmie fotograficznej. Jednak nagle gdy straciłem pracę, nie miałem żadnych dochodów, nic nie robiłem przez miesiąc (oczywiście nadal nagrywałem podkast!), postanowiłem skorzystać z tej możliwości. Zgłosiłem się do firmy Mobilis w Warszawie, akurat tam potrzebowali kierowców, więc błyskawicznie zostałem kierowcą komunikacji miejskiej i przez dwa miesiące jeździłem różnymi liniami.

Praca bardzo ciekawa: przez pierwszy miesiąc byłem tak skupiony nad kierownicą, że praca zajmowała mi całe moje życie! Ta praca polega na tym, że o 13:00 lub 14:00 wsiada się w autobus zmieniając kolegę, który jeździł od samego rana. Mniej więcej do północy jeździe się tym autobusem tam i z powrotem, od krańca do krańca linii. Potem wraca się do domu, by się przespać i następnego dnia znowu to samo.

To po drugim miesiącu zaczęło mi przeszkadzać: brakowało mi myślenia kreatywnego, w dodatku miałem sporo przemyśleń, by stworzyć kurs online na temat podkastingu. Zrobiłem kilka webinarów, spotkań z zainteresowanymi podkasterami, założyłem grupę na Facebooku „Podkast: jak to się robi”. Zauważyłem, że coraz więcej osób chce się nauczyć, jak prowadzić własny podkast. Stwierdziłem, że skoro ja naprawdę dużo wiem na ten temat, to mogę się tą wiedzą podzielić. W lutym ukazała się pierwsza edycja kursu online. Byłem w to tak zaangażowany i przyniosło mi to takie dochody, że musiałem zrezygnować z jeżdżenia autobusem. Teraz zastanawiam się, czy w ogóle będę mógł jeszcze pojeździć 🙂 Druga edycja kursu też się bardzo udała, teraz szykuję warsztaty i seminarium, być może trzecią edycję kursu online… Nie wiem, co będzie dalej i jak to się potoczy, zobaczymy.

Jakie masz wykształcenie i dodatkowe kwalifikacje?

O dodatkowych kwalifikacjach trochę już powiedziałem. Skończyłem technikum geodezyjno-drogowe w Warszawie, ale jako jeden z trzech w klasie (było nas 20 osób!) zdałem maturę. Nie udało mi się zdać od razu na studia, trafiłem do wojska. Dopiero w 2002 roku zacząłem studiować w Wyższej Szkole Humanistycznej w Pułtusku – skończyłem tam wydział politologii, kierunek PR i media ze specjalnością radiową. Nie mogło być zresztą inaczej 🙂 Oprócz tego mam prawo jazdy kategorii D, trochę latałem samolotem, ale nie zdobyłem licencji pilota.

Jakie były Twoje kroki milowe w Twoim podkastowaniu?

Pierwszy krok milowy był wtedy, gdy w ogóle dowiedziałem się, że jest takie coś jak podkasting. Od razu, w lutym czy marcu 2005 roku zacząłem myśleć o swoim podkaście, jak wiecie, dopiero w sierpniu ukazał się pierwszy odcinek. To był krok milowy do stworzenia własnej audycji, wymyślenia jej, przygotowania w odpowiedni sposób, nagrania i opublikowania jej.

Drugi krok milowy to było założenie kolejnej audycji. Wydaje się, że jeśli ktoś robi jeden podkast, to po co miałby robić dwa? Pomyślałem, że skoro robię podkast – magazyn „Pozytywne Zacisze” – mieszankę różnych rzeczy, bo tam była muzyka, rozmowa, książka, wywiady na ulicy; a chciałem robić również podkast muzyczny, to zacząłem robić drugą audycję. Prezentowałem w niej muzykę, której nie można usłyszeć nigdzie indziej – ta audycja nazywa się „Mój odtwarzacz”.

Kolejna audycja, która powstała, trzeci krok milowy, to była „Nauka XXI wieku”. Siadałem z moim tatą przed mikrofonem i wypytywałem go o różne historie związane z fizyką, z nauką, a on cierpliwie odpowiadał. To się zaczęło podobać słuchaczom – ta audycja zdobyła największą popularność ze wszystkich moich podkastów.

Później zainteresowałem się Wikipedią i zrobiłem audycję na temat Wikipedii: jak się ją edytuje, jak to jest fajne i obszerne, jak współpracuje społeczność Wikipedystów. To mnie pochłonęło na kilka dobrych lat. Robiłem audycję „Nowiny Wikiradia”, spotykałem się z innymi Wikipedystami i omawialiśmy, co się dzieje w Wikipedii.

Ważnym krokiem było też to, by skupić się na tym, co jest dla mnie ważne, odrzucić mniej ważne i skupić się na tym, co może przynosić przychód. Zrezygnowanie z tego, co nie przynosi mi dochodu, było trudne, bo ja nadal chciałbym robić audycje, np. „Nowiny Wikiradia”, ale w tej sytuacji jaką mam, muszę zająć się tym, by to naprawić.

Jakie kompetencje trzeba mieć aby zostać podkasterem?

Trzeba przede wszystkim coś lubić, czymś się pasjonować, czegoś być ciekawym. Każdy umie mówić i to nie jest wielka filozofia. W podkastingu nie ma takich wymagań jak w radiu, że trzeba mieć kartę mikrofonową. Nikt tego nie sprawdza, kto tylko chce siada przed mikrofonem i nagrywa swoją audycję. Trzeba zatem mieć coś do przekazania innym ludziom – myślę, że każdy coś takiego ma.

Jesteś dwukrotnym laureatem European Podkast Award, jakie są kluczowe czynniki takiego sukcesu?

Od samego początku bardzo uważałem, by moje podkasty były zrobione zgodnie z receptą: miały poprawny RSS, były publikowane regularnie, brzmiały w miarę możliwości profesjonalnie. Gdy robiłem to tak, jak uważałem, że trzeba, czyli ze stroną internetową, opisem, to okazało się, że słuchacze sami zgłaszają mnie do tego konkursu. To była fantastyczna niespodzianka: słuchacze spowodowali, że dostałem jedną nagrodę, a potem drugą. Nie da się opowiedzieć, jak bardzo to jest przyjemne, otrzymywać taką nagrodę za coś, co robisz z pasją, co jest Twoim hobby.

Aktywnie działasz w Fundacji „Otwórz się”, która patronuje Wikiradiu. Czy możesz przybliżyć te dwie inicjatywy naszym odbiorcom?

Fundacja „Otwórz się” została przeze mnie założona w 2014 roku. Przeczytam Wam fragment misji tej Fundacji, bo długo pracowałem nad tym, by zawierała w sobie wszystko, co mi się podoba i co chcę robić w życiu. Posłuchajcie: „W dzisiejszym świecie, w którym problemem staje się samotność, brak integracji, tolerancji i zrozumienia, zamykanie się na innych, słaba komunikacja, a także brak wiary we własne siły, talent i potencjał widzimy potrzebę pokazywania, że otwieranie się na otaczający świat i na drzemiący w nas samych potencjał może przyczynić się do poprawy jakości życia jednostek, organizacji i grup społecznych. Misją Fundacji “Otwórz się” jest tworzenie takich warunków, które pozwolą na otwieranie się ludzi i grup społecznych, lokalnych społeczności i organizacji w różnych aspektach życia, co będzie prowadziło do rozwoju, wzrostu świadomości, zrozumienia, przyjaźni i dobra. To właśnie chcemy robić. Będziemy pomagać w otwieraniu się na samych siebie, na innych i na otaczający nas świat.”

To się dzieje w różnych wymiarach: podkasting jest taką formą otwierania się. Podkasting się rozwija, ja mogę brać w tym udział i otwierać się na innych ludzi. Niby mamy tak dużo kanałów komunikacji: Facebooka, Instagrama, Snapchata, e-maila, mamy telefony, ale to wcale nie powoduje, że komunikacja interpersonalna między nami też się poprawia. Tego się trzeba uczyć, i to jest wyzwanie także dla mnie.

Natomiast Wikiradio to inicjatywa polegająca na tym, że utworzyłem strumień radia internetowego, które może być tworzone przez każdego. Składa się z audycji na otwartych licencjach, a także zawiera muzykę z lat 20., 30. i 40. obecną w domenie publicznej (bez obciążenia prawami autorskimi). Jeśli macie ochotę, zapraszam do słuchania tego kanału – to bardzo przyjemna odskocznia od tego, co normalnie słychać w radiu.

Teraz zaczęliśmy się też współpracę z Młodzieżowym Domem Kultury w Warszawie, pojawiają się nowe audycje, mam nadzieję, że powstaną też zajęcia dla młodych ludzi zainteresowanych podkastingiem.

Aktywnie pomagasz osobom zaczynającym swoją przygodę z tworzeniem podkastów, między innymi w grupie „Podkast: jak to się robi” oraz podkasty.info. Co motywuje Cię, aby dzielić się swoja wiedzą?

To jest właśnie ta radość, która może się rozmnożyć: to się coś tak fajnego, że się mnoży, a nie dzieli. To takie kopiowanie pasji – tłumaczenie ludziom, że mogą zrobić coś w życiu, mogą stworzyć własny kanał podkastu i potrzeba bardzo niewiele, że te bariery, które wydają się nie do przeskoczenia można wspólnie pokonać; to jest fajne. Lubię się tym dzielić, bo to się nie marnuje, ja nic nie tracę, ale wręcz zyskuję. Jest coraz więcej nowych audycji, a największą przyjemnością jest słuchać podkastów tych, którzy dopytywali mnie o różne rzeczy. Największa niespodzianka, to gdy czegoś uczę się od swoich uczniów 🙂

Kiedy sam uświadomiłeś sobie, co chcesz robić w życiu? 

Sporo opowiadałem o tym wcześniej opisując moją ścieżkę zawodową. Za każdym razem wiedziałem, że nie chcę robić czegoś tylko dla pieniędzy. Nie mogę usiedzieć na miejscu bez działania, bez robienia czegoś, co sprawia mi radość. Ważny jest dla mnie przekaz, że to co robię komuś pomaga. Bez tego nie wyobrażam sobie, żebym pracował, nawet za duże pieniądze!

Na koniec mamy do Ciebie bardzo ważne pytanie. Jakie masz wskazówki dla osób wahających się, czy użyć formy podkastu? Jakie masz podpowiedzi aby zacząć i zostać zauważonym? 

Najważniejsze to przełamać się i zacząć mówić do mikrofonu. To przecież nie od razu jest publikowane. Trzeba tego potem słuchać, oswajać się z własnym głosem. Dzięki temu będziecie poprawiać swoją wymowę, będzie ona coraz lepsza, i w końcu dojdziecie do takiego momentu, że będzie można z tego zrobić podkast. Myślę, że to jest fajny początek, ale oczywiście wcześniej warto posłuchać podkastów i nauczyć się z nich czegoś nowego. Nie tylko o tworzeniu podkastów, ale też jak inni rozwiązują te same problemy, które stoją przed Wami, jak żyją inni, jak można uczyć innych, jakie są formy podkastów.

Najważniejsze to chyba to, by nie przejmować się całą technologią, to wszystko jest do ogarnięcia, jak nowy robot kuchenny. Wystarczy przeczytać instrukcję obsługi, znaleźć odpowiednie przyciski i to działa! Przede wszystkim trzeba myśleć o tym, żeby się nie bać: nagrywać, słuchać, uczyć się w ten sposób, jeszcze raz nagrywać, poprawiać, i w ten sposób przeć do przodu.

Przydatne linki:

  • ABY ZOSTAĆ PODKASTEREM, TRZEBA PRZEDE WSZYSTKIM COŚ LUBIĆ, CZYMŚ SIĘ PASJONOWAĆ, CZEGOŚ BYĆ CIEKAWYM. TRZEBA MIEĆ COŚ DO PRZEKAZANIA INNYM LUDZIOM – MYŚLĘ, ŻE KAŻDY COŚ TAKIEGO MA.

 

  • GDY FIRMA, KTÓRĄ PROWADZI SIĘ 25 LAT PRZYNOSI DOBRE DOCHODY, NAGLE USUWA CI SIĘ SPOD NÓG I WIDZISZ, JAK Z MIESIĄCA NA MIESIĄC ONA SŁABNIE, TO ZNALEZIENIE NOWEGO MIEJSCA WCALE NIE JEST ŁATWE.

 

  • ZDAŁEM SOBIE SPRAWĘ, ŻE TA ŚCIEŻKA, KTÓRĄ PODĄŻAM, TO NIE JEST TO, O CO MI CHODZI. NIE CHCIAŁEM STRACIĆ KONTAKTU Z RODZINĄ, WYLATYWAĆ CODZIENNIE SAMOLOTEM I WIDZIEĆ SIĘ Z NIMI RAZ NA JAKIŚ CZAS. DLA MNIE RODZINA ZNACZY DUŻO, DUŻO WIĘCEJ.

 

  • WAŻNYM KROKIEM MILOWYM BYŁO TO, BY SKUPIĆ SIĘ NA TYM, CO JEST DLA MNIE WAŻNE, ODRZUCIĆ MNIEJ WAŻNE I SKONCENTROWAĆ SIĘ NA TYM, CO MOŻE PRZYNOSIĆ PRZYCHÓD. ZREZYGNOWANIE Z TEGO, CO LUBIĘ, ALE CO NIE PRZYNOSI MI DOCHODU, BYŁO TRUDNE…

 

  • ZA KAŻDYM RAZEM WIEDZIAŁEM, ŻE NIE CHCĘ ROBIĆ CZEGOŚ TYLKO DLA PIENIĘDZY. NIE MOGĘ USIEDZIEĆ NA MIEJSCU BEZ DZIAŁANIA, BEZ ROBIENIA CZEGOŚ, CO SPRAWIA MI RADOŚĆ. WAŻNY JEST DLA MNIE PRZEKAZ, ŻE TO CO ROBIĘ KOMUŚ POMAGA. BEZ TEGO NIE WYOBRAŻAM SOBIE, ŻEBYM PRACOWAŁ, NAWET ZA DUŻE PIENIĄDZE!

 

  • JAK ZACZĄĆ? NAJWAŻNIEJSZE TO PRZEŁAMAĆ SIĘ I ZACZĄĆ MÓWIĆ DO MIKROFONU! KAŻDY UMIE MÓWIĆ I TO NIE JEST WIELKA FILOZOFIA 🙂

 

 

Follow my blog with Bloglovin

Share.

About Author

Poznaj nas! Przedstawiamy się w dziale O NAS! Zapraszamy też do kontaktu!

  • Tak, dla mnie również najcięższa decyzja to ta o zmianie. Zrezygnowaniu z etatu.

  • Ciekawy wywiad – fajnie dowiedzieć się czegoś więcej o kimś, kto rozpoczął w Polsce podkastową falę 🙂

  • Sonia Dynarska

    Zawsze uważałam, że najważniejsze to znaleźć w życiu siebie. Inspirujący wywiad i inspirujący człowiek. Nic dodać, nic ująć – trzeba brać przykład 🙂

  • Adela Jakielaszek

    To prawdziwa radość móc codziennie rano wstać i iść do pracy, która sprawia radość. W końcu spędzamy tam większość dnia. Ciekawy wywiad. Musze się zainteresować podkastami.

  • Adela Jakielaszek

    To prawdziwa radość móc codziennie iść do pracy, w której człowiek się realizuje i czuje dobrze. W końcu spędzamy tam większą część dnia. Ciekawy wywiad. Musze podkasty dopisać do listy rzeczy do sprawdzenia.

  • Zostawiam sobie ten tekst na weekend (zapowiada się świetnie, lubię takie historie).

  • Ważne, aby robić w życiu to, co się lubi! Pójść za głosem serca, wykorzystywać swoje naturalne talenty! 🙂 W końcu w pracy spędzamy większą część naszego dnia!

    • Właśnie to oznacza nasze hasło #pracujetamgdziechce 🙂

  • Przejrzałam wywiad, ale odsłucham podcastu wieczorem, bo od 48 h nie mamy prądu 😉 trzeba oszczedzać baterię w telefonie 🙂

?
?

Dopasuj pracę do swoich potrzeb i stylu życia!

Zapisz się na bezpłatny newsletter i otrzymasz podpowiedzi, jak to zrobić.

Wyrażam zgodę na przetwarzanie podanego adresu e-mail przez job-choice.net dla celów informacyjnych, marketingowych oraz komunikacji związanej z użytkowaniem portalu.

email marketing powered by FreshMail